Okiem rowerzysty / Portrety

Rower na dużych kołach

" Mariusz (Mario) Rowiński "

Rower na dużych kołach

Mariusz (Mario) Rowiński lat 51, niewypalony zawodowo, charyzmatyczny lekarz okulista z 25 letnim stażem zawodowym. Żonaty, ojciec dwójki dzieci. Mieszka we Włochach. Poza jazdą na rowerze lubi czytać i chodzić po górach. Na wyjazdach rowerowych – jak przystało na okulistę – codziennie przed zaśnięciem gimnastykuje oczy, czytając książki, średnio przez 0,5 minuty. Wielką jego pasją są kulinaria rozumiane jako jedzenie i jedzenia przyrządzanie. W pierwszym rozumieniu,  Mario słynie ze zjadania wszystkiego co na stole pozostało. W drugim rozumieniu, lubi bawić się w kuchni, to znaczy kolekcjonować narzędzia kuchenne, patelnie, garnki, gadżety, jak też przyrządzać potrawy: makarony, piec chleb, wędzić, grillować i przygotowywać się do tego w sposób praktyczny, to znaczy zdobywać widzę, a potem doszlifować umiejętności do poziomu: wysoki amator, mały profesjonalista.

Od kiedy uprawiasz turystykę rowerową?

Turystykę rowerową rozumiem jako dłuższe spędzanie czasu na rowerze.  W takim sensie tą przygodę rozpocząłem z Wami, od wyjazdu na Camino. Zasadniczo rower biorę ze sobą zawsze na wakacje, jeżeli są tylko takie możliwości, i staram się gdzieś na nim pojeździć, ale to jest raczej miłe spędzanie czasu w miejscu, w którym jestem. To bardziej odprężenie psychiczne, poznanie okolicy niż forma turystyki rowerowej.

Od czego to się zaczęło?

Myślę, że każdy z nas miał kiedyś składaka, najczęściej Wigry 1,2,3, a jazdę na nim, tak jak ja,  porzucił, i dopiero w  wieku 23-24 lat ponownie odkrył rower, ale już na dużych kołach. Składak był dobry do poruszania się po mieście, na krótkich odcinkach. Natomiast, kiedy wsiadłem na rower z dużymi kołami, poczułem wolność. Odkryłem rower będąc lekarzem na koloniach. Pożyczyłem go od starszego kolegi i zrozumiałem, że rower jest w modzie, bo jest formą nieposkromionej wolności, przejechałem na nim wokół kilku jezior i natychmiast zrozumiałem, że po powrocie muszę sobie rower kupić. Wówczas obowiązywał trend kupowania sobie rowerów górskich. Kupiłem więc górskiego Rometa i od tego tak naprawdę się zaczęło; dojeżdżałem do pracy; regularnie  – w soboty i w niedziele – wypuszczałem się za miasto, na rodzinne wakacje zacząłem zabierać rowery.

Poważną turystkę rowerową rozpocząłem – jak już wspomniałem – wyjazdem na francuską drogę Św. Jakuba. Zaczęło się to od tego, że kiedyś jechałem kamperem przez Hiszpanię i zobaczyłem ludzi, którzy wędrują z kosturami i plecakami, a znak złotej muszli na kamieniach, znakach, na chodnikach w Pampelunie, zmusił mnie do pomyślenia, że warto by było coś takiego przejść i przeżyć, a ponieważ przejście zajmuje około 30 dni, to znacznie  szybciej będzie przejechać  szlak na rowerze.

Dlaczego lubisz  jeździć na rowerze?

Transylwania, Rumunia, u podnóża gór Bucegi.

Chyba Benjamin Franklin powiedział, że nie ma lepszej rzeczy na świecie, niż jazda na rowerze. Jest to bowiem połączenie wielu różnych aktywności. Po pierwsze, przemieszczasz się, zwiedzasz i to w takim tempie, które jest większe od tempa piechura, który widzi wszystko długo, a ze względu na możliwości fizyczne – zbyt długo, i wolniejsze od przemieszczania się samochodem lub pociągiem, gdzie krajobraz mija zbyt szybko, a ty musisz być skupiony albo na prowadzeniu auta, albo na rozmowie z kierowcą. Tymczasem tempo jazdy na rowerze jest najlepsze, aby oglądać świat; ani za szybko, ani za wolno – wręcz idealne. Możliwość zatrzymania się w dowolnym momencie i cieszenia się chwilą, krajobrazem, łykiem piwa, kanapką, towarzystwem. Ta nieskrępowana wolność, skłania mnie do tego, aby roweru używać ciągle. Po drugie, jazda na rowerze jest formą fizycznej aktywności, która nie obciąża kolan, tak jak bieg.

Nie musisz się niczym martwić. Wstajesz i wiesz, że dzień na rowerze będzie przepiękny.

Nie musisz się niczym martwić. Wstajesz i wiesz, że dzień na rowerze będzie przepiękny. Myjesz się, zakładasz rowerowe rajtki, spotykasz się z innymi ludźmi na śniadaniu, potem wsiadasz na rower i jedziesz: możesz się spotkać, albo być przez cały dzień sam ze sobą i swoimi myślami; sam pośród ludzi, daleki od nich i jednocześnie bliski, bo oni będą na ciebie czekali, albo gdzieś ich zobaczysz i dołączysz do nich, albo będziesz znowu sam. Dojedziesz wieczorem zmęczony z endorfinami w głowie wyciśniętymi z czworogłowego uda, weźmiesz prysznic, świetnie się zabawisz jedząc kolację popijaną winem. Zaśniesz spokojnie, obudzisz się i tak w kółko. Myślenie zero-jedynkowe – jedziesz i cieszysz się otaczającym światem.

Czego nie lubisz w jeździe na rowerze?

Zasadniczo rzecz traktując wszystko lubię. Kiedyś pewnym problemem były podjazdy, ale im więcej jeżdżę, im pokonuję więcej spektakularnych podjazdów, tym szerzej otwiera się w mojej głowie okienko –  zawsze wjedziesz, a jeśli się nie uda, to wiem, że nie ma takiej góry, na którą bym nie wepchnął roweru. Ponad to rowery mają tak rozbudowane przełożenia, że w tej chwili podjazd nie jest przykrością, a musi zaistnieć po to, aby objawiło się nam to, co jest piękne – widok z góry. Jest bólem, który trzeba znieść po to, aby cieszyć się tym, że jesteś na górze. Czy świeci słońce, czy pada deszcz, czy wieje wiatr, czy są chmury, ważne jest to by się ruszać.

Co czujesz kiedy masz do pokonania wymagający podjazd?

To proste, trzeba jechać do momentu, kiedy uda mnie pieką tak potwornie, że się dalej nie da, bo przekracza to możliwości fizyczne moich 100 kg, które trzeba wciągnąć na górę, albo trzeba jechać do kiedy prędkość podjazdu jest niższa niż prędkość piechura.

Francuski szlak św. Jakuba, Hiszpania

Po jakich drogach  najbardziej lubisz jeździć?

Po wszystkich: szutry, drogi leśne, wiejskie, ścieżki.

Po jakich najbardziej nie lubisz jeździć?

Takich, na których mijają mnie samochody niebezpiecznie blisko. Oczywiście pojadę i takimi drogami, kiedy stanowią łącznik między dwoma odcinkami szlaku.  Ale nie lubię.

Największy sukces w jeździe na rowerze!

Dwa razy francuska droga św. Jakuba !

Ile kilometrów miesięcznie przejeżdżasz na rowerze?

Średnio rocznie przejeżdżam około 5-6 tys. Jeżdżę przez cały rok. W okresie letnim to 500-600 km. miesięcznie. W zimowym mniej.

Czy uważasz, że najlepiej jeździ się na własnym rowerze?

Zdecydowanie tak. Wręcz nie za bardzo wyobrażam sobie turystykę rowerową nie jadąc na własnym rowerze. Własny rower to podstawa poczucia pewności, aby ciało odpoczywało i odpoczywała głowa, że jedziesz na sprzęcie, który został przygotowany przez Ciebie, albo ludzi, którzy tym się profesjonalnie zajmują. W ten sposób minimalizujesz ryzyko.

Kiedy zaczynasz /kończysz sezon rowerowy?

Mój sezon trwa cały rok. Tak jak mówią w Szwecji; nie ma złej pogody jest tylko nieodpowiedni ubiór. Mam taką garderobę, która pozwala jeździć przez cały rok; od największego upału do kilkustopniowego mrozu. Staram się jednak unikać jazdy w śniegu, bo to ze względu na zasolenie bardzo niszczy rower, szczególnie napęd, który po każdej jeździe trzeba czyścić i smarować. Także unikam dużego mrozu, ze względu na kolana, bowiem ich mocne przechłodzenie – w pewnym wieku – zaczyna być odczuwalne.

Twoje rowerowe marzenie ?

Chyba nie mam rowerowych marzeń. Z przyjemnością po raz kolejny pojadę na Camino francuskie. Może spróbowałbym wjazdu na Grossglockner, ale dla mnie tak naprawdę istotne jest, aby jechać, jechać w dobrym towarzystwie, bo to niekoniecznie trasa jest najważniejsza, a najważniejsi są ludzie.

Santiago, Hiszpania, szef kuchni na Camino
Richis, Rumunia, Mario przechwyca przyrządzone przez gospodynię faszerowane papryki

Razem, czy osobno

Jaki stosunek do Twojej pasji rowerowej ma Twoja najbliższa rodzina?

Jedź tato! Jedź na rower, uspokój się, wypocznij!!!! Jedź i wracaj do nas szczęśliwy. To jest pełne rozumienie mojej pasji, z odrobiną zdziwienia, że jesteśmy skłonni poddawać się ekstremalnym warunkom pogodowym i zmęczenia fizycznego. Nie rozumieją jak można odnaleźć w tym tyle radości. Starałem się rowerami zarazić rodzinę, niestety nie wyszło.

Jak na Twoją jazdę na rowerze zapatrują się bliżsi znajomi i szersze środowisko?

Chyba z zazdrością, że można mieć pasję i ją realizować, i że jest to dosyć proste. Tyle tylko, że ludzie nie wiedzą o tym, że taka forma turystyki kwalifikowanej istnieje, że są biura podróży, z którymi w miarę prosty sposób można zwiedzać i doświadczać świata.

To kwestia treningu, jakiejś wytrzymałości fizycznej, chęci i kasy, która nie jest tutaj najważniejsza. Jeśli te czynniki zaistnieją świat rowerowych doznań staje przed tobą otworem. Nie musisz się o nic martwić, bo taka jazda to totalny reset psychiczny. Tak, myślę że zazdroszczą, bo chyba nikt komu o tym mówiłem, nie zakomunikował w jasny albo zawoalowany sposób, że chciałby czegoś takiego doznać, czują, że zwiedzanie świata w takiej formie jest doskonałe.

Czy opowiadasz znajomym o dokonaniach rowerowych, które są dla Ciebie ważne i rozumieją o czym mówisz?

Tak, opowiadam, bo to jest powód do dumy. Jeśli ktoś uświadamia sobie, że można w trakcie wakacji pokonać dystans na rowerze taki jak z Gdyni do Zakopanego, że można wspinać się na górę pięć godzin, po to żeby zjechać z niej w 25 minut, że można oglądać  ludzi, miejsca i zdarzenia, które jeszcze są, ale już niedługo może ich nie być, bo świat się bardzo szybko zmienia, to myślę, że to co słyszą o tej formie rozrywki – podróży rowerowej, budzi w nich zazdrość.

Taka forma, że pakujesz się w torbę, wrzucasz rower na dach, wsiadasz w busa i za jeden, dwa dni rozpoczynasz przygodę, jest na tyle prosta i dostępna, że jest w ich zasięgu. Chyba moi znajomi rozumieją o czym mówię, tym bardziej, że zawszę tłumaczę im dlaczego tak się świetnie bawię, dlaczego tak lubię spędzać wakacje na rowerze. Mam wrażenie, że chcieliby czegoś takiego spróbować.

Czy na co dzień  ktoś z Twoich znajomych jeździ z Tobą na rowerze?

Na rowerze raczej jeżdżę sam, bo samotna jazda – co oczywiste – nie wymaga konwersacji. Trudno jest jadąc z kimś, nie zamienić z nim zdania.

Szlak św. Jakuba, Hiszpania, podczas zdobywania wzgórza przebaczenia (Alto del Perdon)

Prawie kocham swoje rowery

Ile masz rowerów w domu i jakie marki i typy?

Mam cztery rowery. Jeden to stary rower trekkingowy. Ma przejechane około 9 tys. kilometrów. Już nie jeździ. Został zastąpiony rowerem crossowym, który z kolei zastąpiłem 29 calowcem na sztywnej ramie. To mój podstawowy rower, ze względu na idealną – dla mnie – geometrię ramy. Czwarty rower to trekking, trochę we własnym zakresie przebudowany z zmodyfikowanym napędem. Jest on wykorzystywany wyłącznie do wypraw z Wami. Dałem kolejne życie, elektryfikując jeden ze swoich rowerów, uważam bowiem, że nie uciekniemy  przed „elektrykami”, że nie ma niczego złego w tym, aby mieć jeden z rowerów ze wspomaganiem. Posiadanie jednego roweru elektrycznego oceniam jako błąd, natomiast jeden rower elektryczny wśród kilku, aby szybciej przemieścić się do pracy, uważam za sensowne. 

Na którym z  tych rowerów lubisz najbardziej jeździć i dlaczego?

Chyba na tej 29-tce, którą sobie kupiłem ostatnio i ubrałem w slicki na 2,5 calowych kółkach. W związku z czym jest to rower określany jako fatti, nie fatbike na 4 calowych oponach, tylko taki grubasek, który dając bardzo dużą amortyzację sprawia, że się bardzo przyjemnie na nim jeździ.

Gdzie przechowujesz rower?

W piwnicy. Dodać do tego cztery rowery rodziny daje więc ich osiem. Mam zamontowane wieszaki na ścianach. Cztery rowery cały czas wiszą, pozostałe stoją.

Czy dbasz o swój rower i  na czym to „dbanie polega”?

Bardzo dbam o napęd. Potrafię dobrze wyczyścić i nasmarować napęd. Potrafię wymienić klocki hamulcowe, potrafię wymienić przebitą dętkę. Pozostałe sprawy, różne modyfikacje robię od wielu lat w jednym serwisie.

Czego najbardziej nie lubisz robić przy rowerze?

Nie ma takiej czynności. Swoje rowery darzę – może nie miłością – ale są to bardzo pozytywne uczucia. Poza tym każda czynność, którą się będzie wykonywało mając na celu ich sprawne funkcjonowanie albo ładny wygląd, jest przyjemna.

Które konstrukcyjne elementy roweru są – w twoim przekonaniu – kluczowe  dla efektywnej i wygodnej jazdy na rowerze (np. siodło, koła itp.)?

Geometria ramy i ustawienia. Wysokość mostka w kierownicy. Odpowiednie gripy. Właściwe ustawienie względem osi poprzecznej, to znaczy prosta kierownica, nie jest rozwiązaniem, które pasuje do geometrii mojego ciała. Wolę, żeby była albo lekko wygięta – to taka jaskółka. Siodło to rzecz, którą trzeba pokochać. Znalezienie odpowiedniego to sztuka. Mam ich kilka i chyba nie jestem zadowolony z żadnego z nich. Mogę je ustawić optymalnie, ale nie idealnie. Czyli po kilku godzinach jazdy tyłek boli, ale jest to nieodłączna część turystyki rowerowej i trzeba się z tym pogodzić.

Wakacje na rowerze

Od ilu lat, spędzasz urlop aktywnie, jeżdżąc na  rowerze?

Rower biorę ze sobą od bardzo dawna, gdzieś od 25 – 27 lat. Kiedy miałem pierwszy samochód, a był nim maluch, to pierwszym zakupem był bagażnik rowerowy. Natomiast aktywną turystykę rowerową rozpocząłem z Wami, kiedy spędziłem cały swój urlop jadąc na rowerze.

Kiedy i gdzie wyjechałaś pierwszy raz ?

Po raz pierwszy zabrałem rower na dach malucha i pojechałem na kolonie, na których byłem lekarzem. Natomiast cały urlop na rowerze, to z Wami w 2015 roku pierwszy wyjazd na Camino.

Co Tobie najbardziej odpowiada w grupowych wyjazdach rowerowych?

To jest luksus bycia samemu z ludźmi, i jest to jeden z ważniejszych powodów, dla których te wyjazdy są dla mnie interesujące.

Sam pośród ludzi, samotny w tumie. Dowolność spędzenie tego czasu, który mam. Nie ukrywam, że lubię jechać sam, to daje mi duży odpoczynek psychiczny. Możliwość odizolowania się i samodzielnej jazdy nie jest alienacją, bo wówczas wyjazd nie byłby pełen. Chodzi o dowolność spotkania się z resztą grupy, to daje dużą swobodę psychiczną. Dajecie taką możliwość na wyjazdach, każdy ma dowolność pokonywania trasy, to dla mnie optymalne, bo ja sobie dojadę, spotkam się z uczestnikami, wypiję kawę, piwo, pośmiejemy się, pogadamy, rozstajemy się i jedziemy sami. To jest luksus bycia samemu z ludźmi, i jest to jeden z ważniejszych powodów, dla których te wyjazdy są dla mnie interesujące.

O Cebreiro, Hiszpania
Viscri, Transylwania, po rowerze, na ławeczce przed domem księcia Karola

Czego w takich wyjazdach nie lubisz?

Nie mam pojęcia.

Najciekawsze wydarzenie na grupowym wyjeździe rowerowym

To jest jeden ciąg wydarzeń: interesujących, śmiesznych do łez, wzruszeń i wspólnych chwil. Nie da się powiedzieć, że było nudno, nudno, ale tu nagle pojawia się jedno zdarzenie. To tak nie jest. Dla mnie wyjazdy na rowerze są pasmem samych pozytywnych wydarzeń; od krajobrazów, ludzi, zimnego piwa, ciepłej kanapki, deszczu, wiatru, wody. Wyczyny, których się dokonuje: dojechałeś, zrobiłeś sobie fotografię, zwycięstwo.

Najtrudniejsza trasa rowerowa jaką pokonałeś?

Zdecydowanie to podjazd Trasą Transfogaraską w Rumunii.

Czy masz jakieś ulubione trasy rowerowe?

Tak, przez całą Hiszpanię czyli Camino!

Gdzie chciałbyś – w najbliższym czasie – wyjechać na rowerze?

Na Camino!

Czy poza jazdą na rowerze uprawiasz jakieś inne formy  turystyki aktywnej?

Wspinam się w Tatrach.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadził Paweł Boryszewski


  • 2
  • 1724